Karaluch prusak – rozpoznaj wroga na 4 sposoby

Karaluchy prusaki to uciążliwe insekty zarówno w branży żywnościowej jak i w domach, warto więc umieć je rozpoznać.


Po pierwsze, oszacuj wielkość karalucha – dorosły osobnik może osiągnąć do 1,5 cm.  Po drugie, ubarwienie prusaków jest rude, przy czym czułki i odnóża są jaśniejsze.  Najważniejszą cechą, po której można rozpoznać, że to karaczan prusak są dwa pionowe, ciemnobrązowe pasy biegnące od głowy karalucha w kierunku skrzydeł(mają dwie pary).  Zobacz gdzie znajdują się insekty – prusaki preferują przebywać w pobliżu wody, czyli przebywają najczęściej w łazience i kuchni.

Zabezpieczenie przed szkodnikami – według AiB

mysz w bochenku chleba

Podstawy zabezpieczenia obiektu przed szkodnikami według standardu AiB

Amerykański Instytut Piekarnictwa – American Institute of Baking opracował zbiór reguł, według których należy przeprowadzać zabezpieczenie obiektów przed szkodnikami. Odnośnie zabezpieczenia obiektu z zewnątrz – powinno stosować się stacje deratyzacyjne rozmieszczone w odległości nie większej niż 15 metrów. Stacje bajtowe muszą być zamykane na kluczyk i odporne na próby bezprawnego otworzenia. Zabezpieczenie obiektu od środka podlega większym obostrzeniom, ze względu na bezpośrednią bliskość z żywnością. Zgodnie z AiB dozwolone w środku są łapki zatrzaskowe i pułapki klejowe, zabronione natomiast – stacje tutek. Dozwolone pułapki powinny być rozmieszczone co 6-12 metrów i sprawdzane przez uprawnioną osobę przynajmniej raz w tygodniu w celu opróżnienia i wyczyszczenia. Odnośnie lamp owadobójczych to należy je umieścić wewnątrz obiektu, tak aby były niewidoczne z zewnątrz – aby nie przyciągały owadów latających. Odległość lamp owadobójczych od żywności powinna wynosić co najmniej trzy metry. Zabezpieczenie przed ptakami, stosuje się, używając specjalnych sieci i ekranów. Nie wolno natomiast zwalczać ptaków za pomocą trutek.

Zawód: szczurołap

zawod-szczurolap

Z Jerzym Spychałą z Piły postrachem szczurów rozmawia Janusz Justyna

 

Został pan wynajęty między innymi przez Urząd Miasta, wodociągi i Spółdzielnię Mieszkaniową „Piast” w Złotowie do przeprowadzenia akcji odszczurzania, czyli mówiąc fachowo deratyzacji…

Wypada tylko pochwalić włodarzy Złotowa, że nie szczędzą środków na taką akcję. Szczur wyrządza wiele szkód, roznosi choroby. Jest raczej nieznośnym sąsiadem człowieka. Jestem mieszkańcem Piły, od siedemnastu lat zajmuję się tępieniem szczurów,

Do pracy zakłada pan białe rękawiczki…

Za każdym razem jak wykładam trutki, muszę założyć nowe rękawice. Szczur bardzo łatwo potrafi wyczuć zapach potu człowieka i wtedy trutki nie ruszy. Rękawiczki są białe, sterylne, zmieniam je co kilkanaście minut.

Szczur zna zapach potu człowieka?

Tak, te zwierzęta żyją bardzo blisko nas, nawet kiedy ich nie widzimy. Są niekiedy tuż pod podłogą, na wyciągnięcie ręki. Ale szczur raczej unika kontaktu z człowiekiem, podobnie jak człowiek omija szczury.

Przeżył pan kiedyś przygodę z obiektem swej działalności?

– W zasadzie moja praca wyklucza kontakt bezpośredni ze zwierzęciem. Wykładam trutkę i to wszystko. Czasami jednak moi klienci proszą mnie o wygonienie intruza z ich domu. Tak jak pewien pan, któremu szczur zadomowił się w pralce automatycznej. Zasadziliśmy się na niego we dwóch, klient stał na wannie dla bezpieczeństwa, ja czekałem z prętem na delikwenta. Kiedy szczur wybiegł z pralki, to proszę sobie wyobrazić, że zanim dokończył żywota, czterokrotnie obiegł łazienkę po gzymsiku, jaki tworzą na ścianie kafelki!

Przez rok hodowałem szczurzą samiczkę laboratoryjną, bardzo się zaprzyjaźniliśmy! Dzięki temu wyzbyłem się powszechnego obrzydzenia do szczura.

Akcję prowadzi miasto i inni zarządcy lokalami mieszkalnymi. Prywatni właściciele posesji też powinni się przyłączyć?

Tak, bo wtedy akcja deratyzacji będzie skuteczna. Średni koszt wyłożenia trutki to 50 złotych. Może to dużo, ale na przykład w Szczecinie, polskiej stolicy szczurów, za nie przystąpienie do akcji miasto wlepia mandat w wysokości 500 złotych. Liczbę szczurów w tym portowym mieście oblicza się na około 2 miliony. Pięć razy więcej niż samych szczecinian.

A Złotów? Ile tu może żyć tych czworonogów?

– Standardem jest wykładnik jeden na jednego, czyli że może ich tu żyć około 20 tysięcy.  Złotów ma warunki naturalne, które szczur wręcz uwielbia – jeziora, rzeka – to raj dla szczura. Ten zwierz musi w ciągu doby napić się czegoś, inaczej zdechnie! Ponadto macie tu tzw. Stare Miasto, masę nieszczelnych starych budynków, do których szczury dostają się bez najmniejszego problemu.

Czy to prawda, że szczur może wejść do łazienki przez sedes?

 Jak najbardziej, szczególnie jeśli nieszczelne są studzienki, a rury są z żeliwa. Na Zachodzie powszechnie używa się sedesów, gdzie w rurze odprowadzającej jest zamontowana klapka. To powoduje, że ścieki odpływają, a nic nie wejdzie do muszli klozetowej. Bez tego urządzenia można przeżyć wyjątkowo niepożądane spotkanie z intruzem.

A jak z mitem o królu szczurów i trującym ogonie?

– To wszystko bzdury, ogon wcale nie jest trujący. Koty nie zjadają go, bo jest szorstki i pokryty ostrą szczeciną. Natomiast prawdą jest, że w szczurzych rodzinach istnieje hierarchia, bardzo ostro przestrzegana. Ale nigdy nie obierają sobie króla.

Gdzie w Złotowie jest najwięcej szczurów?

Moim zdaniem na Starym Mieście oraz w blokach przy ul. Norwida. To tam przeniosły się hordy szczurów ze zlikwidowanego tartaku. Tam jest też dość spora koncentracja sklepów spożywczych i osiedlowych śmietników.

Czy akcja zainicjowana przez Złotowski Urząd Miasta przyniesie jakiś skutek?

 – Na pewno na jakiś czas. Powinna jednak być powtarzana dwa razy w roku. Jest jednak kosztowna i nie sądzę, aby szybko władze miasta zdecydowały się na podobny koszt.

Jak działa trutka?

To saszetki z gliniastą zawartością z feromonami szczurzymi, czyli naturalnymi zapachami.  Ma kolor zielony, jest okropnie gorzka, dlatego nie ruszy jej człowiek. Szczur zdycha po pięciu dniach od jej przyjęcia, dzięki czemu nie wzbudzi to podejrzenia pozostałych szczurów. Dodam, że jej działanie jest bezbolesne, zwierzę nie ginie w cierpieniach.

Obraża się pan na określenie szczurołap?

– Absolutnie, zresztą ja nie tępię wyłącznie szczurów. Zajmuję się także dezynsekcją i dezynfekcją. Boli mnie, kiedy właściciele zakładów spożywczych, czy sklepów traktują mnie jak intruza, kogoś kto tylko wyciąga pieniądze, a wykonuje niepotrzebną nikomu pracę. Na szczęście przepisy unijne HACCP są rygorystyczne i deratyzacji nie da się uniknąć.

Grozi panu bezrobocie?

Za dwa lata wybieram się na emeryturę, a szczurów do zera na pewno wytępić się nie da. To bardzo inteligentne zwierzaki, odporne, szybko przyswajające sobie nowe trutki. Z pewnością przeżyją gatunek ludzki!

 

 

Pogromca szczurów w akcji

Pogromca szczurów w akcji
Pogromca szczurów w akcji

Pogromca szczurów akcji

Zdarzyło się Panu Jerzemu stanąć oko w oko ze stadem szczurów. Nie panikował, tylko spokojnie wykonywał swoją pracę. Stara się likwidować gryzonie w sposób humanitarny.

Alicja Dęga

Pan Jerzy Spychała, z wykształcenia chemik, przez wiele lat pracował w sanepidzie. Ponad dwadzieścia lat temu jednak, w 1988r. postanowił założyć prywatną firmę przeprowadzającą deratyzację. Od tego czasu paca, mimo, że trudna i u wielu wywołująca obrzydzenie, stała się jego autentyczną pasją.

– Lubie moją pasję, co nie znaczy oczywiście, że lubię uśmiercać zwierzęta. Ktoś musi jednak zająć się zwalczaniem gryzoni i owadów – tłumaczy spokojnie.  Akcja polegająca na przeprowadzeniu deratyzacji wcale nie jest prosta. Nigdy przecież nie wiadomo, jaka jest ilość szkodników. Największym problemem pana Jerzego jest to, że firmy proszą często, by deratyzację przeprowadzić po jak najniższych kosztach. Zabieg deratyzacji jest obowiązkowy, więc firmy robią ją, ale do końca nie rozumieją potrzebę tego działania.

– To nie jest tak, że za małe pieniądze można zlikwidować szkodniki. Są firmy, którym zależy tylko na tym, by mieć potwierdzenie przeprowadzania deratyzacji na papierze. Takim działaniom jestem niechętny. Jeśli się czegoś podejmuję, to chcę to robić dobrze – mówi właściciel firmy.

Praca deratyzatora nie należy do bezpiecznych zajęć. Nigdy mimo to mężczyzna nie został pogryziony przez szczura.  Zdarzyły się jednak w jego pracy takie przypadki, które mocno wryły się w jego pamięć.

Jeden z nich miał miejsce na początku lat 90-tych. Pan Jerzy przeprowadzał deratyzację w zabytkowym spichlerzu z końca osiemnastego wieku. Magazynier zaprowadził go pod budynek i otworzył drzwi. Powiedział jednak, że tam nie wejdzie. Ostrzegł, że w środku jest bardzo dużo szczurów, które paradują po pomieszczeniu, niczym koty.  Pan Jerzy musiał najpierw zejść na dół, w całkowitych ciemnościach, po metalowych poręczach, które zastępowały schody. Kiedy będąc już na dole zapalił światło, okazało się, że żarówka nie dość, że słaba, to jeszcze mocno pokryta jest kurzem i daje znikomą ilość światła.

– Po chwili zorientowałem się, że nie jestem sam. Dookoła, w odległości może trzech metrów od moich nóg, kręciło się stado szczurów. Najgorsze było to, że wcale się mnie nie bały, tylko z zaciekawieniem wpatrywały się we mnie, małymi oczami. Zdębiałem. Szybko rozłożyłem trutkę i wyszedłem.  Na górze musiałem ochłonąć – wspomina spotkanie sprzed lat.

Pan Jerzy pamięta też rodzinę z Krajenki, u której w ścianie ze sklejki zalęgły się prusaki. Zjadały one wszystko, co napotkały na swojej drodze.

– To była wielodzietna, uboga, ale bardzo czysta rodzina. Liście kwiatów w tym domu były całe poobgryzane. Na buzi najmłodszego dziecka dostrzegłem ranki. Okazało się, że prusaki w nocy wchodziły na dziewczynkę i gryzły jej delikatne  ciałko. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy i udało się szkodniki wytępić – opowiada.

Kolejna historia miała miejsce w starych pegeerach. Roiło się tam od szczurów, które pod posadzką wydrążyły kanały i wychodziły wprost do świńskich koryt, wyjadając zwierzętom paszę.

– Świnie bały się szczurów, bo te bezczelnie wyżerały im paszę. Kiedy któraś ze świń odważyła się włożyć łeb do koryta, była przez szczura gryziona.  Wpadłem wówczas na pomysł, by trutkę zmieszać z paszą i porozkładać w miejscach niedostępnych dla świń. Udało się. Szczurów było tak dużo, że zdechłe wywożono taczkami – opowiada Jerzy Spychała.

Mężczyzna do likwidowania gryzoni używa humanitarnych środków, które powodują wylewy wewnętrzne.  Środki te zawierają też składniki mumifikujące, dzięki czemu gryzonie nie ulegają rozkładowi.

Choć jego praca może wielu źle się kojarzyć i wywoływać zniesmaczenie, to jednak nikt nie zaprzeczy, że jest pożyteczna i potrzebna.  Ot ktoś również takie rzeczy robić musi.

Polowanie na szczury

polowanie_na_szczury

Polowanie na szczury

Od poniedziałku ruszyła akcja odszczurzania Złotowa. To prawdopodobnie pierwsza na taką skalę akcja w historii miasta.
Problem szczurów był znany od kilku lat. Pojedynczo z gryzoniami próbowały walczyć poszczególne firmy.  A to Miejski Zakład Wodociągów i kanalizacji, a to spółdzielnia mieszkaniowa „Piast” rozsypywała trutki w piwnicach, podobnie robił Miejski Zakład Gospodarki Lokalami. Rezultaty były jednak mizerne, bo szczury, jak na inteligentne zwierzęta przystało sprytnie przenosiły się z zagrożonych miejsc w bezpieczniejsze. – Co jakiś czas przeprowadzamy akcję odszczurzania w naszej sieci, przy okazji czyszczenia spustów. Przyznaję, że najwięcej szczurów znajduje się nie w kanalizacji deszczowej, lecz sanitarnej – mówi Jan Szwalgun dyrektor MZWiK-u. Jako ciekwostkę dyrektor opowiada, że jego pracownicy czasem natrafiają na miejsca, szczególnie w pobliżu dużych sklepów spożywczych, gdzie szczury znoszą towar skradziony nocą ze sklepowych magazynów i półek. – Jakiś czas temu, moi pracownicy opowiadali mi, że znaleźli w kanałach pokaźny zapas sera – opowiada Jan Szwalgun.  Szef wodociągów nie pamięta jednak, aby doszło do pogryzienia przez szczury pracowników czyszczących kanały. – Kiedyś gryzoń skoczył komuś na głowę ale nic złego się nie stało.  W Złotowie są kanały o średnicy powyżej 1 metra. Te należą jednak do właścicieli dróg. Czy mogą gromadzić się tam szczury? – My wiemy, że gryzonie najchętniej przesiadują  w sanitarce, tam gdzie płynie wszystko, łącznie z jedzeniem. Szczury nie lubią deszczówek, wiedzą bowiem, że w razie ulewnego deszczu, to dla nich pewna śmierć. Po takiej ulewie w naszej oczyszczalni można znaleźć szczurze zwłoki, nawet kilkanaście sztuk – mówi dyrektor Szwalgun.

O przypadkach pogryzień przez szczury nie słyszał również zastępca burmistrza miasta Jerzy Kołodziejczyk. – Nie ze wględu na pogryzienia szczury są problemem, lecz ze względu na choroby jakie roznoszą. Dlatego burmistrz wydał zarządzenie o powszechnej akcji deratyzacyjnej, czyli odszczurzania. Obowiązek wyłożenie trutek dotyczy nie tylko instytucji lecz również właścicieli prywatnych domów. Każdy powinien zaopatrzyć się w odpowiednie środki trujące i wyłożyć je w miejscach, gdzie szczury mogą przebywać – tłumaczy zastępca burmistrza.

Jego zdaniem tylko sytuacja, kiedy wszyscy włączą się do walki z gryzoniami może przynieść pozytywne efekty. Dlatego kilka dni temu w Urzędzie Miejskim w Złotowie doszło do spotkania w którym udział wzięło wielu przedstawicieli placówek z terenu Złotowa m.in. Telekomunikacji, Sydkraftu, dyrektorzy szkół i przedszkoli, szefowie spółdzielni handlowych. W trakcie spotkania ustalono termin akcji odszczurzania, oraz przekazano niezbędne informacje do tego, aby skutecznie walczyć ze szczurami.

Akcją kieruje Jerzy Spychała z Piły, specjalista od zabijania szczurów. Podobno do odszczurzania używa trutek, których w sklepie nie sposób kupić.

Nikt nie pamięta kiedy na podobną skalę walczono w naszym mieście ze szczurami. Trzeba mieć nadzieję, że wszyscy potraktują poważnie zarządzenie, zwłaszcza, że piwnice, komórki, szopki, to wymarzone miejsce dla szczurów. Nad wypełnieniem zarządzenia przez zwykłych mieszkańców Złotowa mają czuwać strażnicy miejscy, tych jednak w przeciwieństwie do gryzoni jest tylko dwóch.

Mariusz Leszczyński

Wojna z mrówkami

wojnazmrowkami

Wojna z mrówkami

Spociłem się niemiłosiernie, nie tylko dlatego, że były to najgorętsze dni tego lata i że miałem na sobie kilka par odzieży, a na głowie pszczelarski kapelusz. Ale dlatego, że stałem wysoko pod szczytem dachu na wąskiej drabinie i walczyłem z gniazdem szerszeni – opowiada Jerzy Spychała – właściciel firmy deratyzacyjnej, dezynsekcyjnej i dezynfekcyjnej w Pile. Wezwany zostałem wtedy do Szkoły Policyjnej, w której słuchacze przestraszeni byli szerszeniami. Nie ma zresztą czemu się dziwić, wystarczy pięć jednoczesnych użądleń szerszeni, by człowiek tego nie wytrzymał.

Okazuje się, że firma Pana Jerzego mogłaby mieć tyle pracy, że nie dałaby rady gdyby… No właśnie, gdyby nie to, że spółdzielnie mieszkaniowe tę pracę zlecały. Całe osiedla mieszkaniowe objęte są inwazją mrówek faraona. W samej Pile najwięcej ich znaleźć można na osiedlach przy Królowej Jadwigi i na Górnym.

– Do ich zwalczania stosuję najnowsze preparaty, całkowicie nieszkodliwe dla człowieka, produkcji angielskiej Empire 20. Jednak aby taka akcja zwalczania mrówek miała sens, objąć nią trzeba przynajmniej cały budynek. Najlepiej można to zrobić jesienią lub zimą, kiedy mrówki nie przenoszą się z budynku do budynku. Takich domowych sposobów praktycznie nie ma, choć byłbym ciekaw takiego ekologicznego eksperymentu, kiedy to mieszkańcy jednego bloku wspólnie starają się mrówki przegonić, stosując choćby świeże liście paproci, olejki eteryczne – anyżowy lub lawendowy, wykładane na ścieżkach owadów, w szafach, gdzie lubią przesiadywać. Być może udałoby się je z takiego budynku przestraszyć.

Piła, jak twierdzi Jerzy Spychała, należy do wyjątków wśród miast naszego województwa. Jest u nas podobno najmniej gryzoni.

– Prawdopodobnie najwięcej jest nich w Złotowie, a wynika to z tego, że spora część zabudowy jest bardzo stara, w nie najlepszym stanie. Pamiętam, że walczyłem z gryzoniami chyba w budynkach przy ulicy Mickiewicza. Postanowiłem porozmawiać z mieszkańcami, by jak najwięcej dowiedzieć się o tej pladze. Okazało się, że szczury dostawały się do tych budynków piwnicami, mającymi połączenie z podziemiami starego browaru, gdzie miały swoją siedzibę. Cała akcja się udała dzięki temu, że poza wyłożeniem trutki w tych budynkach, na własny koszt zająłem się starym browarem.

Konkurencja i w tej dziedzinie usług jest niemała, Jerzy Spychała wychodzi więc z założenia, że aby być dobrym fachowcem, trzeba się stale dokształcać, stosować konkurencyjne ceny.

– Z wykształcenia jestem chemikiem, ale przez pięć lat prowadzenia mojej firmy starałem się poznawać nie tylko najnowsze światowe preparaty, lecz także zwyczaje i biologię moich „przeciwników”. Ceny natomiast w osiemdziesięciu procentach zależą od cen preparatów. Te, niestety, są drogie lecz dzisiaj już naprawdę skuteczne. (ww)

Jak w kilku krokach samodzielnie wykonać pułapkę na osy

pułąpka na osy z butelki
Pamiętam jak robiłem grilla na działce i osy nie dawały nam spokoju. Ciągle siadały nam na smakowicie przygotowanej karkówce i napojach, nie dając szansy aby spokojnie cieszyć się posiłkiem. Skłoniło mnie to do wykonania pułapki na osy z butelki po napoju (zielono-żółte butelki są najlepsze).  Oto jak to zrobić:

– odetnij szyjkę butelki i ściągnij nakrętkę,

– wsadź odciętą szyjkę do butelki do góry nogami,

– sklej wszystko taśmą klejącą,

– napełnij butelkę wodą z cukrem, syropem, możesz też wrzucić spadłe owoce i nalać trochę octu – aby nie łapać pożytecznych pszczół,

– wywierć w butelce kilka dziurek i powieś ją na sznurku, w miejscu gdzie jest dużo dokuczliwych owadów,  zachowaj jednak odległość kilku metrów od miejsca które ochraniasz, bo pułapka zwabia osy,

– insekty wejdą do pułapki i nie będą umiały się wydostać, dla zwiększenia efektu możesz posmarować strome krawędzie lejka olejem,

– zachowaj ostrożność opróżniając pułapkę, zalej pozostałe przy życiu osy wodą z mydłem.